Prawie 300 lat przeleżeli pod zimnymi murami walimskiego kościoła. Podczas gdy zmieniały się granice, krainy i losy mieszkańców, oni trwali w swojej niezmiennej zmumifikowanej postaci. Grupa archeologów odkryła w Walimiu grobowce kilkunastu wysoko urodzonych osób i niedawno przywróciła ich „do życia". Wśród nich znalazł się baron Carl Abraham von Zedlitz-Leipe, pruski prezydent rządu śląskiego i królewski minister stanu za rządów Fryderyka Wielkiego. To sensacyjne znalezisko w przyszłości może mieć pierwszorzędne znaczenie dla promocji miasteczka.
Marzena Michalec
Dolny Śląsk przed wiekami był regionem zdominowanym przez protestantów, którzy pozostawili po sobie wiele świątyń. Jedną z nich jest niewielki kościół św. Jadwigi przy ul. 3 Maja w Walimiu. Na pozór zwyczajna kaplica, która jak się okazało kryła w sobie wielką tajemnicę.
Przypomnijmy, że początki protestantyzmu w Walimiu sięgają połowy XV wieku. Religia ta była dominująca w miasteczku aż do 1946 roku, kiedy to zaczęto wysiedlać miejscową ludność niemiecką. W XVII wieku właścicielem Walimia i jednocześnie założycielem miejscowej kolonii tkaczy został Heinrich Wilhelm von Zedlitz-Leipe, który wzniósł we wsi protestancki dom modlitwy. 1748 roku położono kamień węgielny, a po 3 latach poświęcono budowlę, którą oddano do użytku. W latach 50. XX w. świątynię przebudowano z przeznaczeniem na parafię katolicką, która służy wiernym do dziś. Ołtarz przesunięto pod ścianę, ustawiono na nim obraz św. Jadwigi i usunięto empory. Zwłoki Heinricha i jego rodziny odnaleziono rok temu w podziemnych kryptach pod wieżą. To miejsce było zarezerwowane dla pochówku głównych sponsorów i właścicieli kościołów. Wierzono, że ci, którzy zostaną pogrzebani „w murach" świątyni będą mieć zapewnione życie wieczne. Jak się okazało, nie tylko on tu spoczywa...
Legendy i opowieści, fakty czy mity?
Od 3 lat swojej posługi kapłańskiej, walimskie tajemnice zgłębia proboszcz parafii rzymsko-katolickiej Stefan Łobodziński, który opiekuje się 6 kościołami w okolicy. Wraz z pasjonatem historii i autorem książek o Górach Sowich Łukaszem Kazkiem postanowili po raz kolejny spenetrować podziemia kościoła, o których słyszeli z opowieści wciąż jeszcze żyjących mieszkańców. Jedną z nich jest Irena Guttler, Niemka, która jako dziecko mieszkała w Walimiu. Jak opowiada proboszcz, kobieta powołując się na dokumenty z kroniki niemieckiej, wypisała nazwiska osób, które prawdopodobnie znajdują się w pierwszej odnalezionej krypcie. Wymieniła 8 nazwisk, natomiast w katakumbach znajdowało się 9 trumien. Wiele zapisków, pokrywa się jednak ze znaleziskiem. W podziemiach wieży, przy jednej z trumien zachowała się jedynie jedna tabliczka, dzięki której zidentyfikowano Helenę Dorotę, jedną z dwóch żon Heinricha. - Niektóre ciała są w dobrym stanie. Widoczna jest odzież i włosy. W grobach odnaleziono trumny z ciałem Heinricha, jego dwóch żon, syna Christiana i bratanka Carla Abrahama, ministra oświaty, który wprowadził powszechny dziś egzamin maturalny - wymienia ks. Łobodziński. Według opowiadań najstarszych mieszkańców Walimia, pod kościołem powinno znajdować się jeszcze jedno wejście. Jak mówi Łobodziński na trop po raz pierwszy wpadł Jacek Wilczur, wybitny historyk, który 60 lat temu wskazał miejsce, gdzie powinien znajdować się podziemny cmentarz, gdzie oprócz trumien miały być ukryte kosztowności Niemców.
Kilka dni temu kilkunastoosobowa grupa eksploracyjna z magazynu Wiedza i Życie Inne Oblicza Historii, Łukasz Kazek i ks. Stefan Łobodziński postanowili wspólnie zweryfikować te informacje, które okazały się prawdziwe. Do tunelu, kryjącego się za starą kratą, początkowo „wpuszczono" kamerę. Na podglądzie dostrzeżono sarkofagi. Badacze w maskach i rękawiczkach postanowili wejść do ciasnego, zawilgoconego pomieszczenia, na końcu którego ukryty został grobowiec. - Odkryliśmy 20 trumien, w których znajdowały się zmumifikowane ciała, w tym dwa noworodki.Są to zwłoki niemieckich duchownych oraz ich rodziny. Rozpoznałem ze zdjęcia jednego z pastorów, którego fotografia umieszczona jest w kronice niemieckiej - twierdzi Kazek. - Krypta niestety została wcześniej splądrowana przez złodziei, którzy poszukiwali tu skarbów - dodaje mężczyzna. Jak opowiada pasjonat historii, na 3 dni przed wejściem Rosjan do Walimia, niemiecki pastor apelował na kazaniu do wiernych aby zgromadzili wszystkie swoje oszczędności oraz biżuterię. Duchowny miał je schować do krypt. - Zdarzało się tak, że odbywały się nawet 4 pogrzeby dziennie, które były tylko mistyfikacją. W trumnach chowano cały dorobek życia - tłumaczy badacz. - Niektóre z ciał były poprzewracane. Świadczy to o tym, że szabrownicy poszukiwali także dokumentów, które prawdopodobnie poukrywane były pod ubraniami nieboszczyków. Podczas inwentaryzacji sporządziliśmy dokumentację filmową oraz zrobiliśmy zdjęcia - mówi ks. Łobodziński. Całe przedsięwzięcie odbywało się pod czujnym okiem przedstawiciela Delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Zabytków w Wałbrzychu. - Nasze odkrycia pokazują, że to co do niedawna było tylko pogłoską, potwierdza się w faktach. Mumie prawdopodobnie mają około 250 lat i pochodzą z XVIII i XIX wieku - mówi ks. Łobodziński. W kościele proboszcz odprawił już mszę w intencji pochowanych tu osób. Znalezisko odbiło się szerokim echem wśród protestanckich duchownych, którzy chcą nawiązać kontakt z parafią. - Niewykluczone, że do Walimia zawita także Bogusław Wołoszański, o co będziemy się starać. Z pewnością historie, które wciąż tu odkrywamy przykują jego uwagę - zgodnie mówią badacze.
Szlakiem walimskich mumii
Dla gminy, spektakularne odkrycie może już wkrótce okazać się kolejna gratką dla miłośników historii, ale nie tylko. Ks. Łobodziński chciałby, aby sarkofagi były dostępne dla szerszej publiczności, jednak wymaga to współpracy wielu stron, a także sporych środków finansowych. - Zwiedzający mogliby zobaczyć w jaki sposób Niemcy mumifikowali zmarłych i jak dokonywano pochówku.Ciała należałoby zabezpieczyć i wystawić w trumnach za szklanymi gablotami, lub umieścić w nich kamerę - komentuje proboszcz.
Tymczasem zwieńczeniem nowego odkrycia będzie film nakręcony przez dziennikarzy z magazynu Wiedza i Życie, Inne Oblicza Historii. - Nie będzie to jedynie suchy dokument, a film z fabułą, który będzie dostępny do kupienia w sierpniowym wydaniu - wyjaśnia ks. Łobodziński. Łukasz Kazek zapewnia z kolei, że wszyscy chętni, którzy chcą zobaczyć produkcje, będą mogli przyjść na bezpłatną premierę w Centrum Kultury i Turystyki w Walimiu. Badacze zrobili dobre wrażenie także u gospodarza Walimia, który docenia ich zaangażowanie.- Bezdyskusyjnie Łukasz Kazek wraz z proboszczem zrobili dla Walimia wiele dobrego i choć za wcześnie jest mówić o wykorzystywaniu tego znaleziska jako atrakcji turystycznej, w przyszłości nie jest to wykluczone. Jesteśmy gminą turystyczną więc to odkrycie na pewno nam nie zaszkodzi - kończy wójt, Adam Hausman.
Foto: Wiedza i Życie Inne Oblicza Historii
*Podczas pisania artykułu korzystałam z magazynu Sudety, nr 11/2008
Tutaj spoczywa kobieta prawdziwej pobożności, na krypcie i trumnie której taka prawda jest napisana: Ona wierzyła i żyła właściwie, ona zmarła w Chrystusa ranach i przy Bogu znalazła koronę Jezusa. To jest tak wysoko i dobrze urodzona Pani Helena Dorota von Zedlitz, z domu der Heyde, Pani w Walimiu. Urodzona w Habendorf 15 grudnia 1710 roku ochrzczona w Rosenbusch. Wyszła za mąż 10 października 1735 roku za Pana Heinricha Wilhelma. Zmarła bez spadkobiercy 17 maja, pogrzebana 23 maja 1753 roku.
Taki napis w języku niemieckim widnieje na jedynej zachowanej tabliczce, która leżała na trumnie Heleny Doroty. Epitafia były wykonane z cennego kruszcu, dlatego też padły łupem szabrowników.